Kotik, dikdik, gwanako… myślicie pewnie, że wymyśliliśmy te wyrazy, które tak naprawdę nic nie znaczą. Otóż nic bardziej mylnego! Po wizycie we wrocławskim zoo, nie obce nam takie nazwy. My, czyli VI a i VI b, odwiedziliśmy w zeszłą środę ten 3. pod względem popularności ogród zoologiczny w Europie. Tę żywą lekcję biologii rozpoczęliśmy od eksploracji Afrykarium, w którym udało nam się m.in. załapać na karmienie rzeczonych „kotików”, czyli uchatek afrykańskich mylonych często z fokami. To miejsce obfituje również w inne stworzenia wodne. Jednym z nich, które nas urzekło był manat, przyrównany przez wycieczkowiczów do syreny morskiej.
Oczywiście, jednym z punktów obowiązkowych na naszej trasie były słonie, których, niestety, nie było dane nam zobaczyć. Za to widzieliśmy hipopotamy, zebry, żyrafę, krokodyla, warany, kapibarę… Szybciej byłoby wymienić czego nie widzieliśmy, ale o słoniach i tak już wiecie.
Wyjątkowo długo podziwialiśmy różne gatunki małp, czuliśmy się przy nich tak swobodnie i naturalnie!
Nasza wyprawa zajęła nam cały dzień, ale było warto. Bezpiecznie wróciliśmy do Pszowa z uzupełnioną i utrwaloną wiedzą z zoologii, ale również z zapasem przeżyć i opowieści z dziedziny relacje społeczne.




















